Co zrobić z wolnym czasem w Assuanie?

  Rejs po Nilu z Luksoru do Assuanu dobiegł końca. Po dniach luksusu na Nubila de Nill, przed nami cały dzień oczekiwania na pociąg do Kairu. W godzinach przedpołudniowych musieliśmy opuścić statek, zejść z bagażami na ląd, pozostawić je w określonym miejscu i czekać, do późnego popołudnia. Jak ja nie lubię takiego czekania! Oczywiście już wcześniej wymyśliłam jak zagospodarować czas, by umilić sobie oczekiwanie. I przyszedł moment na realizację pomysłu. Na Nilu w okolicach Assuanu są dwie większe wyspy: Elefantyna z ruinami dawnych budowli i Kitchenera (Wyspa Roślin). Nie chcieliśmy zwiedzać starych ruin. Nasz wybór padł na tę drugą, ponieważ w całości stanowi ogród botaniczny.

Wyspa Roślin w okolicy Assuanu

     Ogród ów zaczął zakładać lord Kitchener, który  za zasługi w kampanii sudańskiej w latach 1896-1898, otrzymał ją jako nagrodę. Tuż przed trudami nocnej podróży pociągiem, chcieliśmy się zrelaksować i pobyć na łonie natury. Nasz przewodnik, podpytywany jeszcze na statku, poinformował nas, że ceny za rejs feluką – łódką żaglową, znacznie się różnią i proponuje szukać w tańszej części portu. Zachwalał też wyspę i twierdził, że jest bezpieczna. Koszty dopłynięcia i wejścia na nią, pozwalają tylko bogatszym Egipcjanom na spędzanie na wyspie wolnego czasu. Znalazło się nas kilkanaście osób chętnych na wycieczkę. Ruszyliśmy szukać feluki, którą moglibyśmy dostać się na wyspę. Podeszliśmy do jednej z nich i tu zaproponowano nam przewóz za około 20 dolarów od osoby. Stwierdziliśmy, że to zbyt drogo, przeszliśmy do kolejnej części portu. Tu ceny były wysokości kilku dolarów. Ostatecznie po niewielkim targowaniu ustaliliśmy, że w tej cenie otrzymamy przejazd do wyspy, dwugodzinny postój  na spacer po parku botanicznym i powrót do portu. Płatność po zakończeniu wycieczki.  Z  miejsca  weszliśmy  na  pokład,  usadowiliśmy  się  w  łódce i popłynęliśmy w stronę wyspy.

     Już nie pamiętam dokładnie, jak długo to trwało. Myślę, że  rejs był dość krótki i trwał niecałą godzinę. Już z łodzi widzieliśmy ukwieconą wyspę, zapowiadało się atrakcyjnie. Wejście do parku było płatne, chyba 3 dolary od osoby. W wolnym tempie spacerowaliśmy, podziwialiśmy roślinność. Wyspa okazała się spokojnym i cichym miejscem, w sam raz na relaks. Zwiedzających było niewielu.

W ogrodzie botanicznym

     Na jednej z ławek siedziała młoda egipska para, mężczyzna w garniturze i kobieta o pięknych oczach, bo tylko tyle mogliśmy zobaczyć. Ubrana była w stylu arabskim „na czarno”,  cała  zakryta,  a  twarz  zasłaniał  niqab. Nawiązała się między nami rozmowa i okazało się, że to małżeństwo.  Mężczyzna  pochwalił  się,  że  żona spodziewa się dziecka. Pogratulowaliśmy przyszłym rodzicom i stwierdziliśmy, że dziecko będzie miało piękne oczy, jak jego mama. Z ust Egipcjanina padło, że żona ma też bardzo ładną twarz. Stwierdziliśmy jednogłośnie, że nie możemy tego stwierdzić, bo nie widzimy twarzy. Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, mąż pozwolił żonie na moment odsłonić niqab. Rzeczywiście była piękną kobietą. Panowie od razu pogratulowali młodemu mężowi gustu, czym sprawili radość jemu i jego żonie. Na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy na dalszy obchód wyspy.

Na ławeczce z rodziną egipską.

     Po wyjściu z ogrodu botanicznego, o umówionej godzinie podeszliśmy w ustalone miejsce, gdzie czekała na nas feluka.

     W drodze powrotnej Egipcjanin liczył na to, że wyciągnie od nas więcej pieniędzy za swoje usługi. My jednak trwaliśmy przy swoim, umowa to umowa. Nie chodziło nawet o tego dolara więcej od osoby, ale o pretensjonalny ton właściciela. Gdyby nie był nachalny, otrzymałby od nas bakszysz. W takich okolicznościach postanowiliśmy nie zwiększać zapłaty. Po dopłynięciu na miejsce wszyscy spokojnie wysiedli, a ostatni mój mąż, który płacił całość (miał odliczoną umówiona sumę pieniędzy). Po atrakcjach na wyspie ( nie zaprzeczę, że już atrakcją było dla nas samo pływanie feluką) poszliśmy jeszcze na bazar w Assuanie zrobić ostatnie zakupy. Żeby nie nasza krótka wyprawa do ogrodu botanicznego, czas by się dłużył, a tak nie wiadomo kiedy musieliśmy zbierać się na pociąg do Kairu. Na koniec wspomnę, że był to nasz pierwszy wyjazd do Egiptu (zima 2008) i pierwsza samodzielna wyprawa (chociaż bardzo krótka) w kraju arabskim. Ale i tak byliśmy z siebie dumni, że nam się udało.

Dodaj komentarz