Na północno-zachodnim wybrzeżu Teneryfy

     Po przejechaniu gór Teno i wizycie na Punta de Teno (opis pierwszej części trasy, post W górach Teno na Teneryfie) ruszyliśmy w stronę Buenavista del Norte. Miejscowość położona jest u podnóża masywu gór Teno. Kierowaliśmy się na dobrze widoczną wieżę kościoła przy Plaza Remedios, gdzie udało nam się zaparkować samochód.

Kościół w Buenavista del Norte

     Tym razem świątynia była otwarta i mogliśmy wejść do jej wnętrza. Z głośników wydobywała się przyjemna dla uszu muzyka.

Ołtarz w kościele w Buenavista del Norte

Wnętrze kościoła w Buenavista del Norte

W kościele w Buenavista del Norte

     Centralnym punktem placu, przy którym stał kościół jest budynek o kształcie rotundy, gdzie mieści się kawiarnia. Takie budowle są charakterystyczne dla wielu miasteczek Teneryfy. W jednej z kamienic stojących przy placu znajduje się informacja turystyczna.

Na placu w Buenavista del Norte

W Buenavista del Norte

      Ruszyliśmy do pobliskiego Garachico. Miejscowość zniszczył wybuch wulkanu Montana Negro w 1706 roku. Tuż przed wjazdem do miasta mijaliśmy po przeciwnej stronie drogi punkt widokowy. Z powodu zakrętu i ciągłej linii nie zatrzymaliśmy się tam, zjechaliśmy na pobliski bezpłatny parking.

Punkt widokowy na Garachico

     Cudem znaleźliśmy ostatnie wolne miejsce. Od strony morza widać rodzaj pomnika.

Przy parkingu w Garachico

Parking w Garachico

     Przy parkingu jest informacja, gdzie za dwa euro można kupić plan miejscowości, myślę że nie ma takiej potrzeby. Najważniejsze punkty są bardzo blisko. Z parkingu skręciliśmy w lewo i po kilku krokach ukazał się Zamek św. Michała Castillo de San Miguel z 1575 roku, który przetrwał erupcję wulkanu. Portal budynku ozdabiają herby, we wnętrzu mieści się muzeum. Za wejście trzeba zapłacić 2 euro, my nie skorzystaliśmy.

Castillo de San Miguel w Garachico

Wejście do zamku w Garachico

     Zaraz za zamkiem znajdują się naturalne baseny Priscinas Naturales El Caleton z lawy i z morską wodą. Miedzy poszczególnymi zbiornikami zbudowano wygodne ścieżki. Woda w basenach była czyściutka i przejrzysta, nawet pływały w niej ryby.

Baseny w Garachico

Ryby w basenach w Garachico

     Na brzegu widzieliśmy też kraba wielkości dłoni.

     Nawet w styczniu znalazła się osoba chętna do kąpieli. Opalających się było znacznie więcej. Obok basenów góruje skalista wysepka.

Baseny w Garachico

Naturalne baseny w Garachico z wysepką w tle

     Po przejściu na drugą stronę ulicy widać kotwicę, a obok niej drogę prowadząca na Plaza de la Libertad, przy którym stoi kościół św. Anny Iglesia Santa Ana z 1520 roku, zniszczony wybuchem wulkanu i potem odbudowany. Minęliśmy ciekawą, klimatyczną uliczkę, wzdłuż jednej strony ukwieconą  roślinami w doniczkach, pośród których stała ławka.

Na ławeczce w Garachico

     Kościół Iglesia Santa Ana był otwarty, kupiliśmy bilety za 2 euro, które upoważniały do wejścia na wieżę zegarową i do malutkiego muzeum sakralnego. Tabernakulum w świątyni zbudowano w stylu klasycystycznym. Z kościelnych głośników wydobywała się muzyka.

Iglesia Santa Ana w Garachico

Ołtarz w Iglesia Santa Ana w Garachico

Wnętrze kościoła Santa Ana w Garachico

     Aby dojść do muzeum trzeba przejść na tył ołtarza do zakrystii, minąć patio i wspiąć się po schodach na pierwsze piętro do niewielkiej salki z naczyniami liturgicznymi i ornatami. Na środku stało coś w rodzaju srebrnej ogromnej monstrancji.

W muzeum sakralnym w Garachico

Z wieży, przez przeszklone szyby widać panoramę Garachico, a na jednej z kondygnacji  stoi model żaglowca.

Model żaglowca na wieży kościoła św. Anny w Garachico

     Na Plaza de la Libertad znajduje się pomnik wenezuelskiego bohatera narodowego Simona Balivera, a po przeciwnej stronie znajduje się konwent św. Franciszka Convento de san Francisco z 1524 roku. Jest to najstarszy zachowany budynek. Wejście kosztuje 2 euro, my nie wchodziliśmy.

Konwent św. Franciszka w Garachico

Na placu między kościołem św. Anny a konwentem św. Franciszka

Plac między kościołem św. Anny a konwentem św. Franciszka

     Wracając na parking mijaliśmy po przeciwnej stronie zamku restauracje z menu napisanym po polsku. W jednej z nich, zestaw dla dwóch osób za 25 euro obejmował specjały kuchni kanaryjskiej: pieczony ser Mojo, do tego syrop klonowy, ziemniaki, świeże ryby w stylu kanaryjskim, królika w salmorejo, napój, pieczywo, kawę i likier kanaryjski. Nie próbowałam tych potraw, w hotelu czekał na nas lunch. W drodze powrotnej do hotelu w Puerto de Santiago jechaliśmy  przez Icod de los Vinos.  W tym dniu najbardziej ekscytująca była jazda serpentyną miedzy miejscowościami Santiago del Teide a Masca.

Dodaj komentarz