By zdobyć wulkan Teide

      Czynny wulkan Pico del Teide na Teneryfie, wznoszący się na wysokość 3718 m n.p.m. jest najwyższym szczytem Hiszpanii. Widać go z wielu miejsc wyspy. Do wejścia na jego szczyt przygotowaliśmy się już w Polsce. Nie chodzi o trening, ale o zakup biletów. Żeby oszczędzić sobie czasu stania w kolejce, na kilka dni przed wyjazdem kupiłam bilety na wjazd i zjazd za 27 euro od osoby, na określony dzień i godzinę. Korzystałam ze strony:                                                        https://www.volcanoteide.com/en/volcano_teide/teide_cable_car/teide_cable_car.

      Będąc już na Teneryfie, wyjechaliśmy z Puerto de Santiago w kierunku Tamoimo o godzinie 8:30. Aby dostać się do dolnej stacji kolejki linowej Teleferico del Teide musieliśmy pokonać około 52 km. Czekała nas niezbyt kręta droga, tylko początkowy ośmiokilometrowy odcinek do Tamaimo wił się wzdłuż stoku góry, dalej było mniej zakrętów. Ciągle wznosiliśmy się w górę. Od 1400 m n.p.m. mijaliśmy znaki informujące nas o kolejnych wysokościach. Na 2000 metrach wjechaliśmy na teren Parku Narodowego Teide  (Parque  Nacional  del  Teide)  założonego  w  1954  roku  wzdłuż  kaldery  Las  Canadas,  czyli  zagłębienia w szczytowej części wulkanu. W 2007 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Mijaliśmy kolejne punkty widokowe. Nie zatrzymywaliśmy się jednak, bo chcieliśmy jak najwcześniej dotrzeć na miejsce. Dojechaliśmy około 9:40. W poniedziałek, o tej porze nie było wielu turystów, bez problemu zostawiliśmy samochód na parkingu przy dolnej stacji kolejki. Pustki były też przy kasie.

Dolna stacja kolejki linowej

Na dolnej stacji kolejki linowej

     Podeszliśmy do okienka przed wejściem do wagonika z prośbą o zmianę godziny wjazdu na wcześniejszą (rezerwację mieliśmy na 10:20). O, i jakie było nasze zdziwienie, gdy pani w okienku uświadomiła nam, że to 30 stycznia, a rezerwacja jest na 29. Zanim jednak dotarła do nas pomyłka, usilnie tłumaczyliśmy pracownicy stacji, że prosimy o zmianę na pół godziny wcześniej, jak jest napisane na stronie. Kobieta była tak miła, że mimo mojego gapiostwa zmieniła nam godzinę na 10:10, wydała bilet i nie pobrała nowej opłaty. W regulaminie jest wyraźnie napisane, że niewykorzystany bilet i nie zgłoszony pół godziny wcześniej przed godziną wjazdu, przepada. Było niewielu chętnych do wjazdu na górę i do wagonika kolejki dostaliśmy się o 10:00. Dolna stacja znajduje się na 2350 m n.p.m., a górna na 3550 m n.p.m. Sama jazda trwa około 6 minut. Czuliśmy w uszach zmianę wysokości.

Widoki z wagonika kolejki linowej

Widok z wagonika kolejki linowej

     Na górnej stacji, tuż po wyjściu z wagonika zapierało nieco  dech,  ale  tylko  na samym  początku.  Ja trochę głębiej oddychałam i nie czułam się jakoś źle. Dodatkowo znajomy dał nam po tabletce Validolu.

Taras widokowy na górnej stacji kolejki linowej

     Nasza grupa 5 osób 50+ i jedna 22-latka ruszyła trasą nr 12 na punkt widokowy Mirador de Pico Viejo na południową stronę Teneryfy. Prowadziła do niego w miarę wygodna droga.

Fragment trasy nr 12 na punkt widokowy Mirador de Pico Viejo

     Z punktu widokowego widzieliśmy w całej okazałości krater Pico Viejo.

Na punkcie widokowym Mirador de Pico Viejo

Krater wulkanu

     Powrót był nieco trudniejszy. Przejście trasy wolnym tempem w obie strony, zajęło nam godzinę. Po dojściu do stacji głównej zrobiliśmy krótki odpoczynek na podziwianie widoków. Połowa naszej grupy ruszyła jeszcze na trasę nr 11 do punktu widokowego Mirador de la Fortaleza na północną stronę wyspy. Już niemal na początku, w oddali widać było obserwatorium astronomiczne.

Na punkcie widokowym Mirador de la Fortaleza

Na punkcie widokowym Mirador de la Fortaleza

     Ta trasa wydała mi się bardziej męcząca niż poprzednia, kilka razy przysiadałam na krótki odpoczynek. Zakręciło mi się nawet przez moment w głowie. Może byłam już zmęczona wcześniejszą wędrówką? Nie wiem, i już nie sprawdzę, co by się działo, gdybym zmieniła kolejność pokonywania tras. Obie trasy i widoki różniły się. Północna strona była bardziej ośnieżona i tę część wyspy spowijały chmury, które zasłoniły całą widoczność.  Taki widok chmur pod nogami też ma swój urok. Przejście tą trasą również zajęło nam godzinę.

Chmury zasłaniające północną część Teneryfy

Chmury zasłaniające północną część Teneryfy

      Od górnej stacji kolejki rozpoczyna się jeszcze trasa nr 10, wiodąca pod krater. Trzeba jednak mieć bezpłatne zezwolenie i nieco więcej kondycji. Zezwolenie warto wyrobić przed wyjazdem. Widzieliśmy jak śmiałkowie wspinali się pod niezłym kątem, aby dotrzeć do celu.

     Zadowolona z siebie, że przeszłam dwie trasy, zjechałam kolejką na dół. Około godziny dwunastej brakowało miejsc parkingowych, na które polowali kierowcy. Była też spora kolejka do kasy biletowej i druga do wagonika wjeżdżającego na górę. Na dole zmieniliśmy buty, zdjęliśmy ciepłe kurtki i ruszyliśmy w drogę powrotną. Teraz dopiero odczułam zmęczenie. Wracając do hotelu zatrzymywaliśmy się w punktach widokowych. Niemal zaraz po wyjeździe w kierunku południowym  znajdują się ciekawe formy skalne. Jest tam parking, ale ze znalezieniem wolnego miejsca był kłopot.

    Poniżej zamieszczam zdjęcia z kilku miejsc widokowych.

     Cały wyjazd zajął nam około 5 godzin. Moim zdaniem, wjazd kolejką na wulkan wart jest swojej ceny. Ja osobiście polecam.

Zapraszam do innych wpisów poświęconych zwiedzaniu Teneryfy oraz innych Wysp kanaryjskich LanzaroteFuerteventury.

Inne wpisy z pobytu na Teneryfie:

Lecę na Teneryfę – przygotowania

Zapraszam do zapoznania się z wpisami o zwiedzaniu innych Wysp Kanaryjskich Lanzarote i Fuerteventura.

Dodaj komentarz