Casablanca

     Casablanca (z  hiszpańskiego  casa  blanca – Diały  Dom)  po arabsku ad-Dar al-Bayḍā. Jest największym miastem Maroka i jedną z czterech największych metropolii afrykańskich. Dla fanów kinematografii jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miast Maroka, a to za przyczyną filmu Casablanca z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman w rolach głównych, wyreżyserowanego przez Michaela Curtiz w 1942 roku. Akcja filmu toczy się w  Casablance, marokańskim mieście  kontrolowanym   przez   Vichy.  Któż z miłośników  kina  nie  słyszał  o  marokańskim  klubie  Rick’s Café?  Kawiarni  rozsławionej  przez  film,  tak  naprawdę  nie   było w Casblance, natomiast sceny filmu nie nagrywane były w Maroku tylko w studiu filmowym w Los Angeles. Dopiero wiele lat po powstaniu filmu, Rick’s Café zagościło nad brzegiem oceanu. Osławiony lokal mieści się obecnie w białym, dwupiętrowym budynku. Prowadzą do niego brązowe drzwi. Przed wejściem, po obu stronach rosną dwie palmy. Napis Rick’s Café znajduje się na drugim piętrze. Wszystko wygląda bardzo niepozornie i można to przeoczyć. Autokary z turystami zatrzymują się na krótki moment naprzeciwko słynnego Rick’s Café, zwiedzający robią zdjęcia i ruszają w dalszą drogę.

Rick’s Café

     Samo nabrzeże niczym szczególnym się nie wyróżnia. Zdecydowanie bardziej interesujący jest meczet Hassana II. To trzecia co do wielkości, po meczecie w Mekce i Medynie a jednocześnie najnowocześniejsza świątynia muzułmańska w Afryce Północnej. Nad meczetem góruje ponad 200 metrowy, najwyższy na świecie minaret, z którego w stronę Mekki wypuszczany jest promień lasera. Meczet jest stosunkowo młodą budowlą, ukończoną w 1993 roku. W kosztach jego budowy partycypowali Marokańczycy. Patrząc na budowlę od strony brzegu, ma się wrażenie jakby wyrastała z głębin oceanu. I rzeczywiście postawiono go na specjalnie przygotowanych palach. Udało mi się zrobić zdjęcie przez okno autobusu.

Meczet Hassana II w Casablanca

     Dziedziniec przed świątynią pomieści 80 tysięcy osób, a w głównej sali modlitewnej meczetu może przebywać 25 tysięcy wiernych. Żeby objąć na zdjęciu całość muzułmańskiej świątyni, trzeba znacznie oddalić się od niej, ale ze względu na ogromny plac nie ma z tym problemu. Bez kłopotu można wykonać zdjęcie meczetu z ozdobnym minaretem, w całej okazałości.

       Podchodząc pod  budowlę   odczuwa  się  jej  wielkość.  Człowiek  czuje  się  naprawdę  mały,  przy  tych  ogromnych  drzwiach i licznych łukach. Podobały mi się ażurowe zdobienia nad drzwiami.

   Meczet udostępniony jest do zwiedzania niemuzułmanom, ale jest tylko kilka wejść do wnętrza w ciągu dnia. Nie ma opcji zwiedzania indywidualnego, można tylko z przewodnikiem. Jako bilet otrzymuje się naklejkę, którą należy przykleić sobie do ubrania.

     Nie mieliśmy zakazu robienia zdjęć.  Jak w każdym meczecie chodzi się na bosaka. Ja bardzo nie lubię stąpać bosą stopą po dywanach i posadzkach, dlatego zawsze mam przygotowane skarpety, które wkładam po zdjęciu swoich butów. Obuwie nosi się, ze sobą, warto jest mieć jakąś torebkę do ich schowania. No nic dziwnego, że nie ma miejsca na ich zostawianie, przy tulu osobach mogących jednocześnie wejść do wnętrza niemożliwym wydawałoby się odnalezienie swojej pary butów. Kobiety nie muszą przykrywać głów chustami. Sala modlitewna rzeczywiście jest przeogromna, dominują w niej jasne kolory ścian. Sklepienie podtrzymują liczne marmurowe kolumny.

     Ciekawie rozwiązana została sprawa nagłośnienia. Głośniki wmontowane są w misterne dekoracje, że nawet przyglądając się im, trudno je zauważyć. Sufit i górne części ścian są bogato zdobione. Wiszą też liczne, dekoracyjne żyrandole. Do zwiedzania udostępnione jest też pomieszczenie służące muzułmanom do ablucji (rytualnemu obmyciu ciała).

     Skoro meczet jest taki nowoczesny, to na piętro do miejsca przeznaczonego dla kobiet, prowadzą ruchome schody. Meczet Hassana II stał się charakterystycznym i rozpoznawalny symbolem Casablanki. Nad brzegiem tuż obok meczetu znajduje się kamienista plaża, na której przebywało sporo Marokańczyków.

   Od strony meczetu rozpościera się panorama na miasto, widać też latarnię morską.

     Administracyjnym centrum miasta jest Plac Mohammeda V.

     Tak naprawdę Casablanka nieco mnie rozczarowała, gdyby nie meczet i możliwość zobaczenia jego wnętrza, nie miałaby wiele do zaoferowania turyście. Samo miasto mnie nie urzekło, jest mało egzotyczne, a tego spodziewałam się chociażby po wcześniejszej wizycie w Marrakeszu. Według mnie, w Maroku są o wiele ciekawsze miasta.

Dodaj komentarz