Niebieskie łodzie i wiatr w As-Sawira

As-Sawira z francuskiego Essaouira, to portowe miasto leżące nad Oceanem Atlantyckim.

      Na początku XVI wieku, na tym terenie Portugalczycy wznieśli warowny port. Wydarzenie to datuje się na 1773 rok. Wówczas nadano mu nazwę Mogador. Jadąc do portu rybackiego, od którego mieliśmy rozpocząć zwiedzanie, mijaliśmy dobrze widoczne Wyspy Purpurowe.

     To, co najbardziej rzucało się w oczy w porcie to liczne, niebieskie, rybackie łodzie przycumowane do nabrzeża. Na niewielkim skrawku wody stały nadgryzione zębem czasu łodzie, stykające się ze sobą burtami. Mężczyźni wrócili już z połowów, więc siedzieli przy sieciach. Ciekawa jestem jak rybacy wypływają w morze, bo ci mający  łódki najbliżej brzegu nie mają możliwości wypłynięcia, jeżeli portu nie opuszczą inni cumujący w ostatniej kolejności.

Port w Essaouirze

     Ruszyliśmy w stronę fortyfikacji. Tuż za portem po przejściu przez bramę portową przywitały nas całe chmary fruwających rybitw. Był to ciekawy, nieco drapieżny widok, trochę jak z filmu Alfreda Hitchcocka, stado ptaków na tle starych murów. Tylko z tą różnicą, że nas nie atakowały. My kierowaliśmy się w stronę  cytadeli. Minęliśmy plac i ruszyliśmy uliczką w kierunku wieży.

     Aby dojść do masywnych umocnień trzeba iść wzdłuż muru przez medynę. Po drodze, mijaliśmy wystawione dzieła marokańskich artystów.

     Niegdyś dostępu do miasta broniły stojące przy murach obronnych armaty skierowane w stronę Oceanu Atlantyckiego. Kilkadziesiąt armat ustawionych dosłownie jedna obok drugiej robi niemałe wrażenie. Naturalnym wsparciem i cichym sojusznikiem armat było niewątpliwe usytuowanie murów wzniesionych na skałach, o które rozbijały się morskie fale.

     W tym miejscu dawał się najbardziej we znaki silnie wiejący wiatr. I jasnym się stało to, dlaczego As-Sawira otrzymała przydomek wietrznego miasta. Niedaleko fortyfikacji mieliśmy obiad.  Jak na portowe miasto przystało, zaserwowano nam owoce morza, a nie wszechobecne tradycyjne marokańskie danie w postaci tadżinu. Po kilku dniach jedzenia tadżinu, była to naprawdę super odmiana.

     W As-Sawirze, warto jest wygospodarować nieco  czasu  by  pochodzić  po  uliczkach  medyny.  Znajdują  się  tu  liczne  sklepiki z przyprawami, wyrobami z drewna, tkaninami, produktami z olejku arganowego.

    Kolejnego dnia czekał mnie powrót do Polski,  zrobiłam  więc  ostatnie  zakupy: wieloskładnikową mieszankę przypraw i  mydło z olejkiem arganowym, sprzedawane na wagę w foliowych torebkach i wyglądające jak gęsty smar. Ceny były niewygórowane. Powiedziałabym, że medyna As-Sawiry w porównaniu z medyną w Fezie czy Marrakeszu jest przestrzenna i nie zatłoczona. Czułam się tam naprawdę bezpiecznie, sprzedawcy nie byli nachalni i nie zaciągali na siłę  do swoich sklepów. Niespiesznie chodziliśmy po medynie, oglądając oferowane wyroby, przyglądając się dyskretnie Marokańczykom i najważniejsze, bez obawy, że się zagubimy.

 

   Należy wspomnieć, że medyna w As-Sawirze, w 2001 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Krótka wizyta  w  mieście szybko minęła. To było ostatnie miasto, które odwiedziłam podczas pobytu w Maroku. Pozostało już  wyruszyć w powrotną drogę, do Agadiru.

Opisy innych miast zamieściłam w kategorii Maroko

Dodaj komentarz