Stadion Narodowy – ceremonia i mecz otwarcia EUROVOLLEY POLAND 2017

      Dzisiaj opiszę  swój wyjazd  na mecz siatkarski Polska-Serbia.  Udział  w  takiej  imprezie dostarcza wielu wrażeń.  Już  od  jakiegoś czasu miałam  w  planie  wyjazd  do  Warszawy  w  celu  zwiedzenia  Stadionu  Narodowego.  Rozważaliśmy  z  mężem wejście na obiekt w ramach wycieczek. Trafiła nam się inna, lepsza okazja i z niej skorzystaliśmy.  Mój brat  zorganizował  wyjazd  busem na  mecz i zajął się kupieniem biletów. Wybrał miejsca na płycie boiska.

     Mecz rozpoczynał się o 22:30, inauguracja o 18:30, a wchodzić można było od godziny 16:00. Nie dziwi, skoro stadion w tym dniu mógł pomieścić 65 tysięcy osób. Po przyjeździe z Łomży wysiedliśmy pod samym stadionem przed 18:00. Robi wrażenie.

    Mijały nas tłumy kibiców, w większości ubranych w białe koszulki, z szalikami w barwach narodowych. Już czuć było radosną atmosferę meczu.

     Młode kobiety proponowały malowanie flag. Ja oczywiście korzystam z tego, za 5 zł otrzymuję pięknie wymalowaną flagę na prawym policzku.  Ponieważ jestem pierwszy raz, nie mam gadżetów kibica. Nie ma z tym problemu. Przed stadionem można kupić szaliki, czapki, kapelusze, wianki wszystko w bieli i czerwieni.

     Mąż wybiera sobie szalik za 30 zł, ja za 20 zł. Teraz czujemy się prawdziwymi kibicami i możemy wchodzić na stadion.

     Znajdujemy się przy wejściu nr 2. Mimo, że jest naprawdę dużo kibiców, wszystko idzie bardzo sprawnie. Przechodzimy przez bramki (jest ich dużo). Tu kobiety podchodzą do kobiet, a mężczyźni do mężczyzn, bo jesteśmy poddawani kontroli , podobnej jak na lotnisku. Służby obserwują natężenie ruchu i kierują do wolnych przejść, by nie przedłużać czasu.

 Przy wejściu na schody wita nas Kazimierz Górski spoglądający z cokołu.

   Przechodzimy pod bramę nr 10, bo taką mamy zapisaną na bilecie i podchodzimy do wejścia oznaczonego literą. Tu skanujemy bilet, otrzymujemy żółtą opaskę na rękę i jesteśmy wewnątrz, tym razem zadaszonego stadionu.  Już  słychać początki ceremonii. W oczy rzucają mi się ogromne telebimy. Na każdym krzesełku leżą dwie kartki, na dole widowni czerwona i srebrna, na górze białe. Zajmuję swoje miejsce, siadam i chłonę atmosferę.

     Na początku głowa kręci mi się dookoła. Oglądam występy inauguracyjne, prezentacje drużyn.  W  międzyczasie uczymy się klaskać, używać kartek i zagrzewać naszych zawodników do walki.

Drużyna Serbii

     Wreszcie drużyny ustawiają się, my odśpiewujemy dwie zwrotki hymnu i rozpoczyna się mecz. Siedzący dalej doskonale widzą wszystko na telebimach. Teraz zaczyna się naprawdę praca kibica. Zagrzewamy do walki, są osoby prowadzące, które podsycają atmosferę na trybunie. Śpiewamy, klaszczemy, machamy kartkami, robimy fale, podnosimy szaliki. W krótkich przerwach między setami odbywają się konkursy, wystrzeliwane są koszulki.

     Największy  doping mieli nasi zawodnicy chyba pod koniec trzeciego seta. Zdarłam sobie głos. Szkoda, że nasi przegrali.

Kibice zagrzewają naszych zawodników do walki

     Po zakończeniu zawiedzeni kibice wracali w ciszy i spokoju do swoich domów. Ciekawa jestem jaka byłaby atmosfera, gdyby Polacy wygrali mecz.

Po meczu

      Dwukrotnie, co prawda nie w Polsce, zwiedzałam stadiony Camp Nou w Barcelonie, Wembley w Londynie i byłam zadowolona. Uczestnictwo w meczu dostarcza zupełnie innych emocji. Moim zdaniem warto chociaż raz zobaczyć to na żywo. Osobiście polecam, nawet tym niezbyt interesującym się sportem.

Dodaj komentarz