Spływ Krutynią i wizyta w Galindii

     W  ostatnią   sobotę  wakacji   2016  roku,   znajomi  zaproponowali   wyjazd  na  spływ  kajakowy  Krutynią.  Wybraliśmy   jedną z wypożyczalni kajaków w Ukcie i ustaliliśmy, że popłyniemy z Ukty do Iznoty. Trasa miała długość 15 kilometrów i przewidziana była na czterogodzinne spływanie z biegiem rzeki. Za wypożyczenie kajaka i dowóz z Iznoty do Ukty zapłaciliśmy 50 zł za dwie osoby. W tej cenie był też postój samochodu. Umówiliśmy się na miejscu, na godzinę 10:30, kajaki i kapoki już na nas czekały. Odcinek Krutyni, od którego zaczęliśmy nasz spływ był  bardzo  czysty. Bez  problemu  widzieliśmy  roślinność  wodną,  pływające w  rzece  ryby  oraz kamyki  i muszle leżące na dnie.  Od  razu, jak tylko  wypłynęliśmy,  czuć  było  przyjemny,  zapach  czystej wody i orzeźwiającą wilgoć powietrza.

 

     Na początku nad brzegami rzeki rosły liczne drzewa. Dalej ustępowały one miejsca licznej wodnej roślinności, a lasy widać było w dalszej perspektywie. Płynęliśmy licznymi meandrami Krutyni. Po 7 kilometrze (około 2 godzinach spływu), w miejscowości Nowym Most znaleźliśmy miejsce na zrobienie postoju. Po prawej stronie za mostem był końcowy etap najkrótszej trasy z Ukty.

     W dalszej drodze, rzeka zrobiła się nieco szersza, a jej brzegi bardziej zalesione. Druga część była nieco trudniejsza, bo płynęliśmy nie tylko z biegiem Krutyni ale też przez jeziora. Woda zrobiła się mniej przezroczysta. Już nie widzieliśmy dna rzeki. Najpierw wpłynęliśmy na obszar Jeziora Gardyńskiego. Trzymaliśmy się prawej strony, aby wkrótce wpłynąć na Jezioro Malinówko. Tym razem skierowaliśmy się w lewą stronę i wpłynęliśmy na wody Jeziora Jarzewko. Ostatni odcinek to spływ rzeką Iznocka Struga. Ten krótki odcinek był wręcz bajkowy. Pod koniec spływu, tuż przed postojem, czekał na nas naprawdę sielankowy krajobraz. Nad lewym brzegiem stały drewniane budynki, z dachami porośniętymi roślinnością. Krajobraz przypominał mi scenerię z Hobbita.

     Cały spływ zajął nam około 4,5 godziny. Odczuwałam lekkie zmęczenie wysiłkiem fizycznym.

     Podczas całej trasy spływu nie natrafiliśmy na piaszczyste plaże. Po drodze widzieliśmy nieliczne domostwa, natomiast co kilka minut podpływały do nas dzikie kaczki i łabędzie. Gdy zbliżaliśmy się zbyt blisko do młodych łabędziątek, dorosłe osobniki ostrzegawczo syczały i bojowo wyciągały szyje w naszą stronę.

Końcowy odcinek spływu

     Po oddaniu kajaków i kapoków, organizatorzy odwieźli nas na parking do Ukty. Wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy na obiad do punktu gastronomicznego U Sabiny w miejscowości Ruciane Nida, poleconego przez pracowników wypożyczalni. Za 16 zł zjedliśmy smaczny i syty zestaw obiadowy, składający się z frytek, udka kurczaka, surówki i zupy.  Zostało jeszcze kilka godzin do zachodu słońca, pojechaliśmy wiec nad brzeg Jeziora Bełdany, do ośrodka turystycznego Galindia.

U Sabiny w Rucianem Nida

    Za wjazd na jego teren zapłaciliśmy 10 zł od osoby. Przed bramą wejściową, młoda dziewczyna przebrana w historyczny kostium z wiankiem na głowie sprzedawała bilety. Przeszliśmy się po terenie, na którym stoją liczne drewniane rzeźby bóstw Galindów, skansen, hotel, restauracja, pensjonat.

W Galindii

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

      Ruszyliśmy nad brzeg jeziora, po którym pływały liczne żaglówki. Po dwugodzinnym odpoczynku w Galindii ruszyliśmy w drogę powrotną. Wyjazd w warmińsko-mazurskie, w ostatnią sobotę wakacji, udał się nadzwyczaj dobrze. Po powrocie do domu czułam się zmęczona, a jednocześnie zrelaksowana pobytem na łonie natury.

Dodaj komentarz