Spacer po Wielkim Murze Chińskim w okolicach Huanghuacheng

     W XV wieku za czasów dynastii Ming, Wielki Mur Chiński uzyskał postać, która przetrwała do czasów współczesnych. Wybudowano go wówczas na bazie zachowanych starożytnych fortyfikacji. Oprócz bezpośredniej ochrony  przed najazdami wrogich  ludów mongolskich, mur miał też znaczenie handlowe, jego zachodni odcinek chronił chińską część Jedwabnego Szlaku. Mur Chiński w 1987 wpisany został na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a w  2007 roku ogłoszono go jednym z siedmiu nowych cudów świata.

     W niedalekiej odległości od Pekinu zrekonstruowano już kilka odcinków i przeznaczono do zwiedzania turystom, wiele odcinków jest jednak nadal zniszczonych i wymaga remontu.

     Pierwszy dzień pobytu w Pekinie poświęciliśmy na spacer po Wielkim Murze Chińskim. Naszemu przewodnikowi Davidowi powiedzieliśmy, że chcielibyśmy, aby wybrał odcinek nie oblegany przez turystów. Byliśmy zgodni, że nie chcemy jechać w okolice Badaling, myśleliśmy o  Simatai. Ostatecznie David zaproponował nam okolice Huanghuacheng. Samochód zaparkował niedaleko Yaoziyu Castle zbudowanego za czasów panowania dynastii Ming. Wejście na teren było bezpłatne. Na tym odcinku nie ma punktów handlowych i toalet. Jedyna bezpłatna, publiczna była w miejscu postoju naszego busa.

Wejście do Yaoziyu Castle

W Yaoziyu Castle

Na terenie Yaoziyu Castle

W Yaoziyu Castle

      Od strony dawnych terenów mongolskich ruszyliśmy w kierunku muru. Po 30 minutach spaceru połączonych z opowieściami przewodnika,  dotarliśmy do miejsca.

Droga prowadząca do Wielkiego Muru Chińskiego

     Po lewej stronie ukazała się zrekonstruowana część z równymi szerokimi schodami.

      My ruszyliśmy  w  prawo. Na  samym  początku  minęliśmy  dwie  osoby.

Odremontowany fragment Muru Chińskiego

     Szliśmy  po  odremontowanych  wysokich  schodach, z każdym krokiem robiło się jednak coraz bardziej dziko i mniej turystycznie. I to bardzo nam odpowiadało. Do końca nie spotkaliśmy innych zwiedzających. Trasa wędrówki biegła po nierównych, ale stabilnych ruinach muru. Po  środku budowli, miedzy rosnącymi dość gęsto  krzewami,  wydeptana   była   ścieżka.

     Najtrudniejszymi  do  przejścia  okazywały  się  odcinki  w  pobliżu  wież  strażniczych, a   minęliśmy  ich  kilka.  Idąc  wolnym  tempem,  robiliśmy,  głównie  na  wieżyczkach,   krótkie  postoje  na  regenerację  sił. Jedna z wieżyczek usytuowana była nad przepaścią i było trudno wspiąć się na nią. Jacek, nasz kolega, wszedł pierwszy i wciągał nas na górę. Dwie najstarsze osoby obeszły ten fragment bokiem.

     Rozkoszowaliśmy się widokami i tym, że nie musimy przedzierać się między innymi turystami. Robiliśmy zdjęcia bez obcych osób w kadrze, dla nas bezcenne.

    Najładniejsze widoki rozpościerały się na jezioro Jintang i zbiornik nazywany  Huanghuacheng. Wida było zrekonstruowaną część muru, którą mijaliśmy w drodze powrotnej do Pekinu.

Spacer po murze zajął nam ponad dwie godziny.

     Wejście na ten odcinek fortyfikacji był bezpłatny. Zapłaciliśmy więcej za dojazd niż do Badaling, ale nie ponieśliśmy kosztu wejściówek i nie mieliśmy tłumów turystów. Śmieliśmy się, że na murze było więcej Polaków niż Chińczyków.

Jak przygotować się na taki spacer.

     Niewątpliwie potrzebne długie spodnie i wygodne buty. Adidasy w zupełności wystarczą. Byliśmy w maju. Trzeba też zaopatrzyć się w napoje, najlepiej wodę.  Nie ma możliwości kupienia czegoś na miejscu.

Stopień trudności.

     Dojście do samego muru było łatwe. Nieco trudniejsze i bardziej strome było zejście podczas powrotu do samochodu.  Ogólnie trasa i spacer po murze do przejścia dla niewytrawnego piechura. Zimą, przy minimalnym oblodzeniu, spacer tą częścią muru byłby niezłym wyczynem.

Co mnie pozytywnie zaskoczyło

     Najbardziej to brak turystów oraz cisza i spokój. A poza tym czystość. Mimo, iż na murze nie stały żadne kosze, to  nie leżały na nim papierki, reklamówki czy opakowania po napojach.

     Przed wyjazdem do Chin widziałam już kilka zdobyczy starożytnych cywilizacji. Spacer po Wielkim Murze Chińskim był moim marzeniem już od kilku lat. Marzenia się spełniają W maju 2017 roku i mi udało się postawić nogę na tej wielowiekowej budowli. Zapraszam do zapoznania się z  innymi wpisami z dotyczącymi zwiedzania Pekinu.

2 komentarze

  1. Odpowiedz

    Chiński Mur robi wrażenie na zdjęciach, a co dopiero musiałaś czuć w rzeczywistości. Kiedyś krążyła informacja, że jest widoczny z kosmosu 🙂 Dużo ludzi w nią uwierzyło.

      • admin, 14 listopada 2017, 18:45
      • Autor

      Odpowiedz

      Rzeczywiście, obfotografowaliśmy go z daleka i z bliska. Największą, miłą niespodzianką był brak zwiedzających i tyle czasu na spacer i odpoczynek, ile chcieliśmy. Nastolatkowie, którzy z nami zwiedzali, zrobili sobie na Murze nawet mały trening. I to oni mają najbardziej udane zdjęcia i filmik.

Dodaj komentarz