Do Jerozolimy z Egiptu. Czy warto?

     Będąc zimą 2011 roku w Sharm el Sheikh, w Egipcie, wybrałam się na jednodniową wycieczkę do  Jerozolimy, Betlejem i nad Morze Martwe z regionalnym biurem podróży. Mieściło się niedaleko naszego hotelu, więc sprawy związane z wyjazdem załatwialiśmy w lokalu biura. Kolejnym razem, w 2012 roku,  jeździli z nimi nasi znajomi i córka. Mieszkaliśmy wówczas daleko od biura, na spotkanie umówiliśmy się telefonicznie, rozmawialiśmy po polsku. Przedstawiciel biura, Egipcjanin mówiący w naszym języku, przyjechał pod hotel i ustaliliśmy wszystkie szczegóły. Podobnie było w 2015 roku.

     Wyjazd   jest  męczący,  nie  dla  wygodnych.  Czas  trwania   imprezy   to  około 24  godziny. W  nocy,  pod  nasz  hotel,  zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, podjechał  wygodny autokar. Pokazaliśmy rachunek, zostaliśmy odznaczeni na liście i zajęliśmy wolne miejsca w autobusie. Pilot mówił po angielsku. Po drodze, przy kilku hotelach, jak to na takich wyjazdach bywa, dosiadali się inni turyści. Ruszyliśmy w stronę granicy z Izraelem. Przysnęłam (nie mam problemu z drzemką w autobusie) i około trzygodzinna podróż minęła nie wiem kiedy. Przebudziłam się w Tabie, gdy do autokaru wsiadły jeszcze trzy osoby. Nasz autokar był prawie pełen. Każdy dostał od pilota naklejkę, znak rozpoznawczy grupy. Po krótkiej chwili dotarliśmy do granicy, którą przekraczać mięliśmy pieszo. Egipcjanie nie mogą przekraczać granicy z Izraelem, nasz egipski pilot przekazał nam tylko, gdzie będzie na nas czekał  autokar  w  drodze  powrotnej.  Po  drugiej  stronie granicy czekał na nas autobus z izraelskim kierowcą.  Mimo  trudności w przekraczaniu granicy przez miejscowych, wspólny biznes egipsko izraelski ma się dobrze. Jeszcze przed wyjazdem słyszeliśmy, że odprawa na granicy może trwać długo, ze względu na dużą liczbę turystów korzystających z tego rodzaju wycieczek. Jakie było nasze zdziwienie, że  na przejściu granicznym stało mało autokarów, z naszym jeszcze dwa. Okazało się, że ze względu na zamieszki w Kairze wstrzymano wszystkie wyjazdy organizowane przez rezydentów.  Odprawa na granicy skrupulatna, ale sprawna, minęła szybko. Izraelscy celnicy pytali nas o cel podróży. Ja dodatkowo byłam pytana o mój znak zodiaku. Po przeciwnej stronie odebrał nas izraelski kierowca, który doprowadził nas do autokaru. Po zebraniu się wszystkich zwiedzających, ruszyliśmy do Jerozolimy. Autokar zatrzymał się  w pobliżu jednego z Kibuców, gdzie dosiadła się do nas izraelska przewodniczka dobrze mówiąca po polsku. Była do naszej dyspozycji niemal do końca wycieczki.

     Najpierw zwiedzaliśmy Jerozolimę, o czym można poczytać  we wpisie Na Starym Mieście, tyglu religijnym Jerozolimy.

Jerozolima

     Potem pojechaliśmy do Betlejem.

      W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się nad Morzem Martwym.

Morze Martwe zimą

Nad Morzem Martwym

    Przekraczaliśmy granicę między Jerozolimą, a Palestyną bez przewodniczki, która przechodziła ją sama.  W drodze powrotnej zostawiliśmy naszą pilotkę w tym samym miejscu, w którym wsiadała do naszego autobusu rano. Ponownie samodzielnie przekroczyliśmy granicę, też bez tłumów turystów. Wsiedliśmy do autokaru i po około trzech godzinach znaleźliśmy się w Sharm el Sheikh.

     Trzykrotnie, przez trzy kolejne lata korzystaliśmy, my i nasi znajomi, z tej samej oferty. Za każdym razem procedura była taka sama. Wszyscy wracali w pełni zadowoleni. Moim zdaniem będąc w Sharm el Sheikh warto skorzystać z takiego wyjazdu.

Dodaj komentarz