Dlaczego wybieram biura lokalne

     Słyszałam nie raz, różne opinie na temat regionalnych biur podróży i ich usług. W dzisiejszym poście, podzielę się swoimi doświadczeniami dotyczącymi tego zagadnienia. Moje opinie są subiektywne, a zamysłem nie jest namawianie, czy nakłanianie do organizacji wycieczek z lokalnymi biurami. Po prostu, chcę  pokazać jak takie wyjazdy wyglądały z mojej perspektywy. Niejednokrotnie będąc na różnych kontynentach: europejskim, afrykańskim czy też azjatyckim, w różnych krajach: Bułgarii, Grecji,  Ukrainie, Egipcie, Maroku, Tunezji czy Turcji korzystałam z usług miejscowych organizatorów wycieczek. Jak szukam biur podróży? Zazwyczaj  nie  wybieram  pierwszego  lepszego,  napotkanego  na  mieście,  ale  i  tak  się zdarzało. Wcześniej przekopuję Internet i szukam opinii klientów.

Maroko- Sahara

     Zaczęło  się  to  w 2007 roku, podczas pobytu w Bułgarii.  Był  to  rodzinny  wypad  własnym  samochodem.   Podczas   pobytu w Słonecznym Brzegu wymyśliliśmy sobie wyjazd do wsi Bata na wieczór bułgarski. No cóż, taki kaprys. Weszliśmy do pierwszego lepszego biura i wykupiliśmy wyjazd, wytargowaliśmy jeszcze zniżkę dla starszej córki, bo młodszy syn jeszcze się na nią załapał. Opłaciliśmy interesującą nas imprezę, otrzymaliśmy potwierdzenie wpłaty. Zgodnie z ustaleniami stawiliśmy się na przystanku, niedaleko naszego miejsca zamieszkania. Wsiedliśmy do autokaru i okazało się że tylko nasza czwórka to Polacy. Już nie pamiętam z turystami jakiej narodowości jechaliśmy razem. Na którymś z kolejnych przystanków dosiadło się jeszcze czterech naszych rodaków, którzy wykupili wycieczkę u rezydenta, ale po znacznie wyższych kosztach. Okazało się, że nasza ósemka miała polskojęzycznego przewodnika. Nie siedział on razem z nami, ale powiedział nam: co nas czeka tego wieczoru, o której wyjść na pokaz  tańców  na  rozżarzonych  węglach,  gdzie  jest  nasz  stolik  (ósemce Polaków z naszego autokaru przydzielono jeden stół), o której mamy wrócić do autokaru. Tak naprawdę otrzymaliśmy wszystko, co było niezbędne, aby bez stresu i miło spędzić ten wieczór.

Bułgaria- taniec na rozżarzonych węglach we wsi Bata

     W Grecji jeździłam kilkakrotnie do Aten i na wyspę Tassos, na Olimp, na Meteory Nigdzie nie miałam powodów do niezadowolenia. Było zgodnie z ofertą. Zakynthos zwiedzałam z miejscowym biurem podróży prowadzonym przez Polaków. Kretę z biurem Greckim, w języku angielskim i tu muszę opisać jedno zdarzenie. Podczas wycieczki do miejscowości Chania, na umówioną godzinę zbiórki, po wolnym czasie w mieście, nie stawiła się niemiecka para. Nasz przewodnik po kilkunastu minutach czekania, stwierdził, że dłużej nie będzie tracił czasu i odjechaliśmy.

Grecja-Saloniki

Grecja – w górach Olimpu

Zakynthos – Zatoka wraku

     Będąc w Egipcie wykupiłam wycieczkę do Jordanii w regionalnym biurze i jechałam na tę samą imprezę z rodakami opłacającymi wyjazd u rezydenta. Płacili od nas drożej, usługę mieli takiej samej jakości. W związku z tym, że dosyć dokładnie opisałam całą imprezę w oddzielnym wpisie, nie będę teraz się rozpisywała.

Jordania – Petra

     Sądzę, że takie łączenie turystów z biur regionalnych i od rezydenta zdarza się wówczas, jeżeli rezydent ma mało chętnych na daną imprezę.

     Na snurkowanie na Blue Hole i zwiedzanie Białego Kanionu wybrało się kilkanaście osób. Tu mankamentem mogłoby być to, że sami pływaliśmy wzdłuż rafy. Nie sądzę, może się mylę, że przy wyjeździe z rezydentem pływa jakiś opiekun. Minusem był brak konkretnej podpowiedzi ze strony pilota, aby wypożyczyć wcześniej kapok, bo fala może uniemożliwić snurkowanie.

Egipt – Biały Kanion

     Inny przykład z Egiptu to Góra Mojżesza i klasztor św. Katarzyny. W imprezie uczestniczyło 7 osób (tylko nasza grupa): sześć kobiet i syn, aby babeczki same i to w nocy nie włóczyły się po Egipcie. Jechaliśmy busem i na wejście na szczyt towarzyszył nam młody Egipcjanin mówiący po angielsku. Dosłownie nadskakiwał nam, fotografował nas naszymi aparatami, starał się nam dogodzić, czuliśmy się komfortowo, postoje robił wówczas gdy o to prosiliśmy. Szliśmy we własnym tempie i sterowaliśmy własnymi siłami. Nie zauważyliśmy, aby było nam gorzej niż naszym rodakom wykupującym wycieczkę u rezydenta, a wręcz przeciwnie.

Góra Mojżesza – wschód słońca

     W 2012 roku, będąc w Egipcie, wybrałam się  do Jerozolimy. Z powodu zamieszek w Kairze, wyjazdy autokarów j z turystami od rezydentów wstrzymano. Nam udało się wyjechać. Mieliśmy wielki komfort i swobodę w przekraczaniu granicy i zwiedzaniu Jerozolimy, bo w tym dniu było bardzo mało wycieczek. Z Egiptu wyjechały, chyba tylko trzy autokary. Czym różnił się wyjazd? Na pewno tym, że granicę Egiptu z Izraelem przekracza się samodzielnie. Zaraz za przejściem „odbierał” nas Izraelczyk i kierował do Izraelskiego autokaru.

Jerozolima – Ściana płaczu

     W Maroku z lokalnym biurem jeździłam do Tiznitu i po okolicy. Tym razem zorganizowaliśmy się w hotelu w 9 osób i dżipami pojechaliśmy na zwiedzanie okolicy. Tu nie zrealizowany został jeden punkt, nie pojechaliśmy na plantację bananów, chociaż było to w planie (to jedyny raz, kiedy nie wykonany był cały plan). Natomiast na tym wyjeździe jadłam najsmaczniejszy tadżin (tradycyjne marokańskie danie), jaki miałam okazję spożywać w Maroku, a próbowałam go w różnych miastach. Nigdy już nie smakował mi tak, jak ten przygotowany przez gospodarzy w małym wiejskim domu. Na tym wyjeździe Marokańczyk mówił po angielsku. Moja znajomość angielskiego jest ledwie, ledwie podstawowa, tłumaczem była córka.

Maroko- Zapora Youssef Ben Tachfine

     W Turcji do Pamukkale i Kapadocji pojechałam z biurem miejscowym. Naszym pilotem raz była Polka, a raz kompetentny Turek, bardzo dobrze mówiący po Polsku. Nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń co do usług i jakości wycieczki, wręcz przeciwnie.

Kapadocja

Kapadocja

     Byłam na jeszcze na innych wyjazdach z regionalnymi biurami. Wybrałam kilka przykładów, bo trudno wszystko opisać. Ostatni raz korzystałam z usług regionalnego biura podróży w 2017 roku będąc w Truskawcu na Ukrainie.

Ukraina – Karpaty

     Może przy wyborze biur lokalnych i swoich wyjazdach miałam szczęście. Jedno mogę stwierdzić, że do tej pory, nigdy nie natrafiłam na rażące uchybienia, lekceważenie czy słabą jakość usług. Dlatego jeżeli mogę, wybieram lokalnych organizatorów. Nie powiem, że cena nie gra roli, oczywiście, że tak. Przy czteroosobowej rodzinie były to zawsze znaczne oszczędności.

Jakie są Plusy a jakie minusy wyjazdu z regionalnymi biurami. Z mojego doświadczenia wynika, że:

Plusy

Zazwyczaj jest taniej niż u rezydenta.

Lepiej poznaje się miejscowe zwyczaje i kulturę.

Często są mniej liczne grupy.

Wspiera się lokalny biznes.

Można na nie jechać, gdy organizuje się wyjazd na własną rękę, a nie korzysta z usług tour operatora.

Minus

Jest pracochłonne.

Trzeba przekopać zasoby Internetu i poszukać biura z dobrymi opiniami.

Samemu odwiedza się miejscowe biuro lub kontaktuje z pracownikiem telefoniczne umawiając na  spotkanie i zazwyczaj odbywa się to poza hotelem.

Nie zawsze jest polskojęzyczny przewodnik (ale jest to wiadome przed wykupieniem imprezy).

Trzeba nieco więcej liczyć na siebie (to dla mnie osobiście nie minus).

 

Może  macie podobne, a może  inne doświadczenia. Miło mi będzie, jeżeli podzielicie się nimi w komentarzach.

2 komentarze

  1. Odpowiedz

    Czasem korzystam z ofert lokalnych biur podróży, zwykle wtedy gdy dotarcie jest skomplikowane lub gdy mam bardzo mało czasu. Biura oczywiście realizują program zgodnie z ofertą. Ale takie wycieczki mają dla mnie duży minus. Trzeba zwiedzać z zegarkiem w ręku przy ograniczonym czasie na poszczególne atrakcje.

      • admin, 25 listopada 2018, 12:56
      • Autor

      Odpowiedz

      Ja też wolę samodzielne zwiedzanie, ale jak już mam korzystać z czyichś usług, to decyduje się na lokalne biura.

Dodaj komentarz